Brak „Lalki” w „Lalce”
Białoruski reżyser Mikita Iłynczyk – podobnie jak kilka lat temu Litwin Eimuntas Nekrosius reżyserujący w Narodowym „Dziady” – nie sprostał trudnemu zadaniu przedstawienia dzieła na wskroś polskiego, a jednocześnie uniwersalnego. Czy studia w Rosji przyczyniły się do nadmiernego wyeksponowania wątku rosyjskiego i roli Suzina? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Powieść dojrzałego realizmu krytycznego przemienili twórcy spektaklu w połączenie farsy z groteską. Rachityczny Stanisław Wokulski Iłynczyka i Bosaka „nie przerasta o całą głowę towarzystwa”, lecz pokazuje tyłek ( w znaczeniu dosłownym ) baronowej Wąsowskiej. W spektaklu znajdziemy wiele czytelnych aluzji do współczesności ( m.in. zajęcie Krymu, wojna w Ukrainie, feminizm, covid, antysemityzm, eutanazja, Unia Europejska ), ale nie ma w nim tego, co sprawiło, że powieść B. Prusa uznana została za arcydzieło wszech czasów, nawet przez noblistkę Olgę Tokarczuk. Stracone złudzenia, rozmijanie się, „białe anioły z skrzydłami jasnemi”, polscy idealiści, to subtelności - jak widać – niedostępne dla twórców spektaklu. Rozkład społeczny był w nadmiarze, trzech pokoleń idealistów zabrakło. Ostatni romantyk Ignacy Rzecki umierał jako ofiara nałogu czy świadomie zażytej trucizny? Nie udało się reżyserowi oddać niezwykłego klimatu „Lalki”: liryzmu, wyrafinowanego humoru, ironii… Zbyt widoczna jest niezdrowa tendencja do plugawienia wszystkiego i wszystkich ( Tomasz Łęcki zdradza niemalże kazirodczo-stręczycielskie inklinacje do Belci, Stawska niedwuznacznie sugeruje, że zarabia na życie własnym ciałem, a baronowa Krzeszowska bierze udział w seansie psychoanalitycznym rodem z taniego horroru ).
Wielbicielom „Lalki” B. Prusa gorąco nie polecam tego spektaklu ( oczywiście bardzo subiektywnie, ale także na podstawie ambiwalentnych wrażeń uczniów klasy V BMW 1 ).